Z ostatniej chwili:
  • Font size:
  • Decrease
  • Reset
  • Increase

Aktualności

Koronowirus - silne spadki na rynkach finansowych. Osłabienie złotego

 

Dwucyfrowe spadki na parkietach giełdowych i zyskujący ponownie na wartości dolar negatywnie odbijają się na złotym. Dalsze osłabienie polskiej waluty jest możliwe, jeżeli wpływ wirusa na gospodarkę okaże się istotny. Czy za euro, franka i dolara będziemy wkrótce płacić więcej niż 5 zł?

Silny wzrost awersji do ryzyka przyczynia się do silnych spadków na rynkach finansowych. Główne indeksy giełdowe traciły zarówno w USA, jak i w Europie ponad 10 proc. Przecena nie dotknęła nawet drogocennych kruszców – złota czy srebra.

Bank ogłasza program zaradczy

W czwartek wydarzeniem dnia był komunikat i konferencja prasowa Europejskiego Banku Centralnego (ECB), na której ogłoszono pakiet stymulacji systemu finansowego, by ograniczyć negatywny wpływ koronawirusa.

Główna stopa referencyjna pozostała na poziomie minus 0,5 proc., choć przed publikacją decyzji spekulowano o możliwym cięciu. ECB zmniejszył za to warunki dla programu TLTRO III od czerwca 2020 do czerwca 2021 r., a także dodał 120 mld euro skupu aktywów. Pakiet stymulacyjny wykracza poza oczekiwania, zapewniając więcej płynności na rynku i zmniejszając restrykcję dla banków. Jednak bezpośrednia reakcja nie była pozytywna. Z jednej strony na rynku dominują obawy o wpływ koronawirusa na gospodarki i wyniki spółek, a z drugiej strony „piłka” jest obecnie po stronie polityki fiskalnej.

Pozytywny sygnał skoordynowanej polityki fiskalnej i monetarnej widzieliśmy przed trzema dniami w Wielkiej Brytanii. Jednak w 19 państwach strefy euro jest to o wiele trudniejsze do przeprowadzenia. A to właśnie polityka fiskalna w przypadku pandemii koronawirusa może mieć potencjalnie dużo większy wpływ na ograniczenie negatywnych jego skutków i pomoc gospodarkom w wyjściu ze spowolnienia, kiedy zagrożenie zacznie ustępować. Krokiem w dobrą stronę wydaje się informacja, że kanclerz Niemiec Angela Merkel jest gotowa porzucić zbilansowany budżet, by walczyć z wirusem – coś, co zasugerowała na konferencji prasowej przed kilkoma dniami.

Świat boi się ryzyka, dolar w cenie

Działania banków centralnych nie wywierają obecnie wielkiego wrażenia na rynku finansowym. Silną awersję do ryzyka w ostatnich dniach dodatkowo podkręca gwałtownie zyskujący dolar. Indeks amerykańskiej waluty wg Bloomberga wzrósł wczoraj po południu do ok. 1224 pkt, czyli do najwyższego poziomu od listopada 2017 r. Główna para walutowa EUR/USD spadła z kolei z nieco ponad 1,13 (wczoraj przed południem) do 1,11 podczas konferencji prasowej szefowej ECB.

Zwiększona awersja do ryzyka i istotny wzrost popytu na dolara wywierały dużą presję na waluty krajów wschodzących, w tym także na złotego. Notowania USD/PLN wzrosły do blisko 3,97, EUR/PLN powyżej 4,39 – pierwszy raz od września 2019 r., a kurs CHF/PLN przekraczał 4,16, osiągając najwyższy poziom od stycznia 2017 r. To może jednak nie być koniec spadków polskiej waluty.

Czy padną rekordy słabości złotego?

Szczyt pandemii koronawirusa najprawdopodobniej jeszcze przed nami, a twarde dane makroekonomiczne, które zaczną napływać w kolejnych tygodniach i miesiącach, mogą jeszcze zwiększyć presję na polską walutę.

Aktualne wydarzenia na rynku przybliżają nieco scenariusz przekroczenia ostatnich rekordów słabości złotego względem głównych walut, tj. ok. 4,93 zł za euro (luty 2009 r., kryzys finansowy), 4,28 zł za dolara (grudzień 2016 r., triumf Donalda Trumpa w wyborach) i prawie 5 zł za franka (styczeń 2015 r., uwolnienie wartości franka od euro przez SNB).

Zważywszy na obecny szok zarówno podażowy (zaburzone łańcuchy dostaw), jak i popytowy (strach przed wirusem) nie można wykluczyć, że w najbliższych miesiącach za dolara, euro i franka będziemy płacić ponad 5 zł. Może się tak stać w przypadku realizacji negatywnego scenariusza – istotnego wpływu koronawirusa na gospodarkę Polski i Europy (recesji lub technicznej recesji w br.).

 

 

 

 

 

 

31stycznia Wielka Brytania opuszcza UE

24 stycznia br. podpisano Umowę o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Kolejnym krokiem proceduralnym jest głosowanie przez Parlament Europejski ws. wyrażenia zgody na zawarcie Umowy o wystąpieniu. 

 Po jej uzyskaniu, Rada UE przyjmie formalną decyzję na mocy, której UE zawrze umowę o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE co jest warunkiem rozpoczęcia jej stosowania.

Rynek mieszkaniowy w 15 krajach UE 2019

 

2019-08-13 10:57

Za metr mieszkania w centrum Londynu trzeba zapłacić średnio 11,2 tys. euro, jeszcze więcej, bo 12,9 tys. euro, kosztuje nieruchomość zlokalizowana w sercu Paryża. Na trzecim miejscu plasuje się Monachium ze stawką 7,8 tys. euro/m2. Jak na tym tle wypada nasza stolica? Z ósmej już edycji przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte raportu „Property Index. Overview of European Residential Markets. Where does residential price growth end?” wynika, że przeciętna warszawska stawka to 1 935 euro. Niższe ceny oferują jedynie trzy inne stolice naszego regionu - Zagrzeb, Ryga i Budapeszt. Okazuje się również, że polską domeną jest przeludnienie mieszkań.

Najświeższa odsłona raportu Deloitte po raz kolejny dokonuje podsumowania sytuacji, jaka panowała ostatnio na rynku mieszkaniowym w 15 krajach UE oraz w Norwegii.

– Analizując sytuację od 2015 roku w 15 z 16 krajów ceny mieszkań rosły. Wyjątkiem były Włochy, gdzie ceny nieruchomości spadają od początku kryzysu finansowego. W ciągu ostatnich trzech lat średni wzrost cen mieszkań w Unii Europejskiej wynosi 5 proc. Jednym z czynników napędzających ten wzrost są rosnące ceny w regionie Europy Środkowej – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audit & Assurance Deloitte, Lider Sektora Nieruchomości i Budownictwa w Polsce i Europie Środkowej. – Oczywistym jest, że wzrost cen nieruchomości nie będzie trwał wiecznie. Wiele zależy od polityki Europejskiego Banku Centralnego. Jeśli jednak obecny kurs zostanie utrzymany, ceny nieruchomości w Europie mogą sięgnąć poziomu sprzed kryzysu finansowego – dodaje.

 

Ceny mieszkań w Warszawie wciąż rosną


Liderem pod względem wysokości cen jest rynek mieszkaniowy centralnego Paryża, gdzie za metr kwadratowy lokum przychodzi zapłacić aż 12,9 tys. euro. Na drugiej pozycji plasuje się Londyn (11,2 tys. euro), a podium podobnie jak przed rokiem zamyka Monachium ze stawką 7,8 tys. euro za m2. Zmian nie notujemy również na drugim biegunie zestawienia - najtańszymi rynkami mieszkaniowymi pozostają węgierskie Debreczyn (1,1 euro za m2) i Győr (1,2 euro za m2). 

Jeśli chodzi o inne stolice naszego regionu, to tańszy od warszawskiego (1 935 euro za m2) okazuje się jedynie rynek mieszkaniowy Zagrzebia (1 720 euro za m2), Rygi (1 744 euro za m2) oraz Budapesztu (1 853 euro za m2). Dla porównania w Pradze koszt ten wzrasta już do 3 162 euro za m2. Raport pokazuje również poziom cen dla trzech innych polskich miast: Krakowa (1 607 euro za m2), Wrocławia (1 559 euro za m2) oraz Łodzi (1 237 euro za m2). Największy wzrost, bo aż o 30,3 proc. odnotowała czeska Ostrava i hiszpańska Barcelona (29,7 proc.). 

 

Rynek mieszkaniowy w 15 krajach UE 2019

Analizując sytuację od 2015 roku w 15 z 16 krajów ceny mieszkań rosły.


Z kolei na przeciwległym biegunie znalazło się Birmingham, gdzie ceny w ciągu roku spadły średnio o 13,4 proc.W jakim mieście za wynajem mieszkania zapłacimy najwięcej? Tu także zaskoczeń nie ma. Na wynajem metra kwadratowego w centralnych dzielnicach Paryża należy przeznaczyć 27,8 euro miesięcznie. Dwa kolejne miejsca zajmują Oslo i Trondheim (odpowiednio 25,3 i 21,3 euro za metr), ale w przypadku Norwegii brano pod uwagę jedynie wynajem domów. Warszawa z 14,6 euro za metr kwadratowy znalazła się na 13. miejscu spośród analizowanych miast. We Wrocławiu i Krakowie jest to 10,8 euro, a Łodzi 8,4 euro. Najmniejsze obciążenie dla kieszeni stanowi wynajęcie mieszkania w Debreczynie (6,4 euro). 

Szybujące ceny mieszkań w Europie Środkowej


Średnia cena metra kwadratowego w Polsce wynosiła w ubiegłym roku 1 370 euro, czyli o 3,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Spośród analizowanych krajów taniej jest tylko na Węgrzech i w Portugalii. Najdrożej jest za to we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Najwyższe wzrosty rok do roku odnotowano w Czechach (16,8 proc.) i na Węgrzech (13,7 proc.). 

Z kolei największe spadki cen dotyczą Wielkiej Brytanii (o 14,7 proc.), co wiąże się głównie z deprecjacją funta.

– W 2018 roku w Polsce sprzedano nieco mniej mieszkań niż w 2017 roku, ale liczba 64,8 tys. jest porównywalna do tej z 2016 roku. Ceny nadal rosną, w tym przede wszystkim w dużych miastach. Biorąc pod uwagę rynek pierwotny, to największe wzrosty zanotowano w Gdańsku o 12,8 proc. oraz w Warszawie o 8 proc. Dobra koniunktura na rynku mieszkaniowympodtrzymywana jest przez niskie stopy procentowe. Sytuacji nie sprzyjają jednak wzrastające koszty działalności firm budowlanych oraz zmniejszająca się liczba gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach – mówi Dominik Stojek, Partner Associate w dziale Doradztwa Nieruchomościowego Deloitte.

 

Polska w budowie


W roku 2018 największymi zasobami mieszkaniowymi może pochwalić się Portugalia (579,8). Spośród wszystkich analizowanych krajów najmniej mieszkań jest w Polsce, w której wskaźnik ten wynosi 380,7 mieszkań na tysiąc mieszkańców. Polacy dysponują liczbą 14,6 mln mieszkań. 

– Zapotrzebowanie na własne lokum jest u nas nadal bardzo duże, ale ograniczony dostęp do kredytowania związany choćby z zakończeniem rządowego programu Mieszkanie dla Młodych, znajduje swoje odbicie w ogólnym spadku poziomu transakcji kupna o 11 proc. w ciągu roku. Największy, bo aż 16 procentowy, odnotowało Trójmiasto – komentuje Marta Jurek, Menedżer w dziale Doradztwa Nieruchomościowego Deloitte.


Średnia liczba nowo oddanych mieszkań przypadających na tysiąc mieszkańców wynosiła w 2018 roku 3,2 dla analizowanych w raporcie krajów. Miejscem, gdzie w 2018 oddano do użytku najwięcej jest podobnie jak w poprzedniej edycji raportu Francja (6,86 mieszkań oddanych do użytku w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców). Z kolei najgorsze wyniki w tej kategorii odnotowano w Portugalii (1,2 mieszkań na tysiąc mieszkańców). W Polsce wynik ten wynosi 4,81, a to oznacza, że w ubiegłym roku na rynku znalazło się 184,8 tys. nowych mieszkań. Jest to rekord dla regionu Europy Środkowej. 

Jeżeli chodzi o liczbę mieszkań będących w budowie, przypadających na tysiąc mieszkańców, to średnia dla wszystkich analizowanych krajów wynosi 3,8. Pod tym względem Polska jest również powyżej średniej z wynikiem 5,8 (rok wcześniej 5,4). Daje nam to trzecie miejsce. W tej kategorii przoduje Francja (6,3 budowanych mieszkań na tysiąc mieszkańców), a najniższy wskaźnik zanotowała Łotwa (1,1). 

Kredyty hipoteczne sposobem na własne „M”


Biorąc pod uwagę wysokość średniej rocznej pensji brutto w danym kraju, najszybciej na własne mieszkanie mogą sobie pozwolić Portugalczycy i Belgowie, których już po odpowiednio 3,8 i 4 latach pracy byłoby stać na 70-metrowe lokum. Czesi muszą swoją pensję brutto odkładać w całości przez ponad jedenaście lat. W Polsce z kolei potrzeba na to 7,5 lat. Należy pamiętać, że faktyczna siła nabywcza w zależności od obciążeń pensji brutto w różnych krajach może się różnić, jednak dla potrzeb tego badania przejęto założenie, które umożliwia porównanie. 

Ważnym wskaźnikiem na rynku nieruchomości jest zadłużenie związane z zaciąganiem kredytów hipotecznych i porównaniem ich wolumenu do dochodu rozporządzalnego. Wartości tego wskaźnika w poszczególnych krajach znacznie od siebie odbiegały. Państwem o najniższym poziomie zadłużenia były w ubiegłym roku Węgry (20 proc.). Pozostałe kraje regionu Europy Środkowej: Polska, Czechy oraz Łotwa znalazły się w grupie państw wraz z Włochami i Austrią, w których poziomy zadłużenia uplasowały się poniżej 50 proc., z tymże w przypadku Polski jest to poziom 33,8 proc. Najwyższe zadłużenie – blisko 200 proc. – zaobserwowano na stabilnych i nasyconych rynkach mieszkaniowych Holandii i Danii, gdzie funkcjonują sprawne systemy hipoteczne.

Mieszkańcy, których krajów mogą liczyć na najniższe oprocentowanie kredytów hipotecznych? W 2018 roku byli to Portugalczycy, których kredyty były oprocentowane w wysokości średnio 1 proc. W przypadku Polaków było to średnio 3,8 proc. Z najwyższym, bo w wysokości 4,5 proc., musieli liczyć się Węgrzy. 

O raporcie:
Raport „Property Index. Overview of European Residential Markets” został przygotowany przez Deloitte Czechy. Eksperci Deloitte przeanalizowali rynek mieszkań w 2018 roku w szesnastu krajach europejskich (Austria, Belgia, Czechy, Chorwacja, Dania, Francja, Holandia, Łotwa, Niemcy, Norwegia, Węgry, Włochy, Polska, Portugalia, Hiszpania, Wielka Brytania).

Deloitte

oprac. : eGospodarka.pl

 

100 miliardów powodów do dumy

Polska nadwyżka w zagranicznej wymianie handlowej sektora usług prawdopodobnie osiągnie w tym roku 100 mld złotych. To niesamowity sukces naszego kraju na przestrzeni ostatniego 30-lecia, a także jeden z najważniejszych elementów wspierających rozwój PKB oraz zewnętrzną równowagę makroekonomiczną – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl. 

Sukces ma wielu ojców. Tak w sposób niepejoratywny można określić osiągnięcia Polski ostatnich kilkunastu lat w odniesieniu do zagranicznej wymiany usług. Kraj dzięki wejściu do Unii Europejskiej, deregulacji gospodarki, odpowiedniemu wykształceniu młodzieży i przedsiębiorczości polskich pracodawców dołączył do globalnych liderów świadczących międzynarodowe usługi.

Analizując miesięczne dane bilansu płatniczego kraju publikowane przez NBP, można oszacować, że tegoroczna nadwyżka w bilansie wymiany usług z zagranicą osiągnie magiczną wartość 100 mld złotych (prawie 5 proc. PKB). By ocenić, jak wielkie jest to wydarzenie, warto cofnąć się o 15 lat. Wtedy, w roku wejścia Polski do UE, nadwyżka wynosiła 6,2 mld zł (0,7 proc. PKB z 2004 r.), czyli była o ponad 16 razy mniejsza. Jakie są podstawowe przyczyny tego epokowego osiągnięcia i czy są perspektywy na kontynuację niezwykle pozytywnego trendu?

Nie tylko zasługa UE

Zagraniczny handel usługami dzieli się na pięć podstawowych kategorii. Zalicza się do nich transport, podróże zagraniczne, usługi informatyczne i informacyjne, pozostałe usługi biznesowe oraz uszlachetnianie. Dostęp do wspólnego rynku, który pozwolił na otwarcie granic z Europą Zachodnią, spowodował, że zaledwie w ciągu dwóch lat od akcesji nadwyżka w usługach transportowych (przede wszystkim transportu drogowego) wzrosła z 1 mld euro do ponad 2 mld euro. W 2018 r. natomiast sięgnęła ona, według danych Eurostatu, prawie 8 mld euro. To zasługa jednak nie tylko otwarcia Europy na Polskę, ale także ciężkiej pracy tysięcy pracodawców i setek tysięcy pracowników branży transportowej. Wysiłek ten wymaga tym bardziej docenienia, gdyż nasza nadwyżka w samym transporcie drogowym towarów jest najwyższa w całej UE.

Inna ciekawą kategorią, która zanotowała w ostatnich kilkunastu latach spektakularny wzrost, są podróże, a zwłaszcza te biznesowe. Jeszcze w 2007 r. Polska miała deficyt ze światem w tej kategorii o wartości ok. 1 mld euro. Według ostatnich danych dostępnych w Eurostat (2017 r.) obecnie to zagraniczni przedsiębiorcy wydają u nas znacznie więcej, przebywając w hotelach czy realizując podróże komunikacją zbiorową, niż polscy biznesmeni poza granicami własnego kraju. W podróżach biznesowych obecnie mamy nadwyżkę na poziomie 1,5 mld euro. Cała turystyka, dzięki coraz wyższym standardom zakwaterowania, poprawiającej się infrastrukturze i promocji Polski za granicą notuje nadwyżkę poziomie 3,6 mld euro (Eurostat 2018). 

Jak uszlachetnienie, to tylko w Polsce

Prym lidera w UE Polska wiedzie również bilansie usług uszlachetniania do których, według definicji zaprezentowanej w raporcie NBP „Międzynarodowy handel usługami Polski w 2017 roku” zalicza się „przetwarzanie, montaż, etykietowanie i pakowanie świadczone przez podwykonawców niebędących właścicielem towaru”. W tej kategorii, która w znacznym stopniu jest związana z klasyczną wymianą towarową i włączeniem Polski do globalnego łańcucha dostaw, osiągamy nadwyżkę eksportu nad importem na poziomie 3,7 mld euro. 

Wbrew obiegowej opinii, że to jedynie europejskie przedsiębiorstwa korzystają z boomu infrastrukturalnego, osiągamy największą nadwyżkę w zagranicznej wymianie usług budowlanych w całej Unii. Wynosiła ona w 2018 r. prawie 1,5 mld euro i wyprzedziliśmy w tej kategorii mocno trzymającą się latami na szczycie Hiszpanię.

Szerokie korzyści sektora usług biznesowych

Usługi biznesowe w bilansie płatniczym są podzielone na dwie kategorie. Ta pierwsza, czyli technologie informacyjne (ITO), miała jeszcze w 2010 r. deficyt w wymianie ze światem na poziomie 143 mln euro. W 2014 r. było już prawie miliard euro nadwyżki, a w minionym roku już ponad 3 mld euro. 

Do pozostałych usług biznesowych natomiast zalicza się m.in. centra badawczo-rozwojowe czy outsourcing procesów biznesowych. Nadwyżka w tej kategorii wzrosła z 1,2 mld euro w 2011 r. do niespełna 4,5 mld euro w 2018 r. 

Usługi informatyczne, finansowe czy inżynieryjne, mimo że w większości są realizowane przez podmioty zagraniczne, to generują stały napływ środków do Polski (np. w postaci wynagrodzeń). Mogą też być realizowane w różnych lokalizacjach. Wystarczy biuro i odpowiednia kadra. Są one dodatkowo mniej wrażliwe na zmianę koniunktury niż np. handel towarami. 

Inwestycje podmiotów zagranicznych w tych kategoriach pozwalają również na dalszą poprawę jakości kapitału ludzkiego w Polsce oraz tworzą podwaliny pod kadrę, która za kilka czy kilkanaście lat będzie realizować analogiczne usługi za granicą. Niewykluczone nawet, że obecny boom w tej branży umożliwi zbudowanie globalnego championa „Made in Poland”. 

Sukces wszystkich, o który trzeba dbać

Atmosfera kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę i 30-lecia wolności skłania do być może nieco pompatycznych stwierdzeń, które jednak mają twarde potwierdzenie w faktach. Wysoka nadwyżka salda zagranicznej wymiany usług to jeden z największych sukcesów gospodarczych Polaków. 

 

Zapewnia on równowagę zewnętrzną, gdyż bez niej mielibyśmy deficyt obrotów bieżących na poziomie ok. 5 proc. PKB i przez to prawdopodobnie niestabilny kurs walutowy oraz konieczność szukania finansowania deficytu wśród kapryśnego kapitału zagranicznego. 

Nasze międzynarodowe zwycięstwa w tym sektorze napędzają także kolejne inwestycje, które zapewniają zarówno stabilne zatrudnienie wśród pożądanych w ostatnich latach pracowników z wykształceniem zawodowym, jak i tak zwanych białych kołnierzyków. Dodatkowo cały zasób kapitału ludzkiego poprawia swoje kwalifikacje poprzez szkolenia czy implementację globalnych standardów pracy. 

Warto jednak pamiętać, że o zdobyte laury trzeba dbać, zwłaszcza że konkurencja na światowym i unijnym rynku jest silna i prawdopodobnie wiele państw chce przejąć naszą pozycję lidera w kluczowych kategoriach. Niech więc te symboliczne 100 mld złotych nadwyżki będzie powodem do naszej dumy, ale jednocześnie będzie stanowić motywację do poprawy własnych kwalifikacji oraz dbania o atrakcyjne środowisko regulacyjne

 

 

 

 

 

 

 

Dodatkowych informacji udzieli:

 

 

 

Andrzej Tomasik
PR Specialist
media@cinkciarz.pl

 

 

C

Brexit w wersji premier May zostanie przepchnięty?

 

Po serii porażek, głosach o dymisji napływających zarówno ze strony opozycji, jak i konserwatystów, brytyjska premier trwa na stanowisku. Niewykluczone, że finalnie w czwartek uda się jej przeprowadzić plan brexitu przez brytyjski parlament i dzięki temu prawdopodobnie umocnić funta pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

„Do trzech razy sztuka” – popularne w Polsce powiedzenie często stosuje się też w Wielkiej Brytanii (third time lucky). W angielskiej wersji pochodzi prawdopodobnie z XVII-wiecznej komedii pt. „Wesołe kumoszki z Windsoru” Williama Shakespeare'a. Czy jednak ten zwrot przyniesienie Theresie May zwycięstwo i Izba Gmin, głosując trzeci raz plan brexitu, ostatecznie go przyjmie?

Przez wszystkich odwoływana, a jednak trwa

Nie jest żadną tajemnicą, że premier May ma wielu oponentów. Jej plan brexitu napotkał na opór wśród euroenzujastycznych członków swojej partii. W poniedziałek 30 torysów zagłosowało razem z laburzystami za poprawką, która otwiera drogę do środowych indykatywnych głosowań na temat alternatywnych planów opuszczenia UE lub w ogóle pozostania we Wspólnocie.

Również od wielu dni krążą plotki, że eurosceptycznym członkom torysów zależy na odsunięciu May ze stanowiska premiera, gdyż nie wypełnia przyrzeczenia wyborców oraz ryzykuje, że poprzez mechanizm awaryjny (backstop) Wielka Brytania pozostanie w permanentnej unii celnej z UE. Z tego potwornego bałaganu, wielogodzinnych dyskusji parlamentarnych, krzykliwych nagłówków brytyjskiej prasy i irytacji świata być może zostanie przyjęte pierwotne rozwiązanie, czyli lekko zmodyfikowany plan Theresy May. Jak to możliwe?

Najlepsze z możliwych rozwiązań

Kluczem do poparcia planu May jest mały koalicjant konserwatywnego rządu, czyli północnoirlandzka partia DUP. Unioniści mają tylko 10 miejsc w brytyjskiej Izbie Gmin, ale są aktywnym głosem oporu w kwestii mechanizmu awaryjnego. Według DUP backstop mógłby doprowadzić do granicy pomiędzy Irlandią Północną a główną brytyjską wyspą, co jest dla unionistów nie do zaakceptowania.

Wydaje się jednak, że DUP jest gotowa do kompromisu. Po pierwsze backstop może zostać jeszcze lekko zmieniony, zmniejszając faktyczne ryzyko utknięcia Brytyjczyków  w unii celnej w przypadku braku nowego porozumienia handlowego pomiędzy Londynem i Brukselą. Dodatkowo DUP może liczyć prawdopodobnie na więcej inwestycji w Irlandii Północnej, gdyby doszło do poparcia planu May.

Co ciekawe, od decyzji DUP zależy również poparcie planu May przez eurosceptycznych torysów. Ich lider Jacob Rees-Mogg twierdzi, że rozwiązanie premier jest lepsze niż ryzyko braku brexitu, czyli pozostanie w UE.

Pewnym problemem dla May są również euroentuzjastyczni torysi (ci, którzy w poniedziałek poparli środowe indykatywne głosowania). Wydaje się jednak, że oni także mają sporo do stracenia. Przedterminowe wybory, które byłyby prawdopodobnie rezultatem odrzucenia obecnego planu, są dużym ryzykiem. Dodatkowo mogą oni się jeszcze wykazać podczas negocjacji nowego porozumienia handlowego z Unią, które może zakładać stosunkowo bliskie relacje z UE. Sprzyjają temu naciski przedsiębiorców czy nastroje społeczne.

Finalnie więc  czwartek (oczekiwany termin trzeciego głosowania nad planem May) może przynieść olbrzymie zaskoczenie. Mimo sprzecznych interesów rozrywających partię konserwatywną z bólem serca część najbardziej aktywnych parlamentarzystów poprzez plan Theresy May i Wielka Brytania opuści Unię w sposób uporządkowany.

Funt powinien być beneficjentem

Wygranym całej tej batalii prawdopodobnie będzie funt. Przyjęcie przez Izbę Gmin wynegocjowanego z Brukselą planu opuszczenia Unii zażegna wizję chaotycznego brexitu. Zmniejszy to, przynajmniej w perspektywie najbliższych tygodni, ryzyka polityczne i ekonomiczne dla Wielkiej Brytanii.

Dodatkowo plan Theresy May nie wyklucza również, że negocjacje dotyczące nowej umowy handlowej będą przebiegały w stronę stosunkowo bliskich relacji. W rezultacie jeszcze w czwartek, gdy zadziała zasada do trzech razy sztuka, brytyjska waluta może zyskać nawet ponad 2 proc. Funt w relacji do złotego przekroczyłby wówczas wartość 5,10 zł, osiągając najwyższy poziom od ponad dwóch lat.

 

Hongkong zmierza do najgłębszej recesji od japońskiej okupacji

 

Trwające od 5 miesięcy protesty w Hongkongu powodują, że gospodarka tego regionu skurczyła się o ponad 3 proc. zaledwie w ciągu jednego kwartału. Biorąc pod uwagę skalę słabnącego eksport i zmniejszających się inwestycji czy dramatyczny spadek liczby turystów, nie należy oczekiwać szybkiego powrotu na ścieżkę wzrostu PKB – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W połowie 2019 r. na szeroką skalę rozpoczęły się protesty w Hongkongu. Chociaż mają one głównie podłoże polityczne, to jednak demonstracje młodych ludzi są również związane z pogarszającym się standardem życia (olbrzymi wzrost cen nieruchomości) oraz silnymi nierównościami dochodowymi w tym Specjalnym Regionie Administracyjnym (SAR). 

Niepokoje społeczne zbiegły się też z niekorzystnymi warunkami ekonomicznymi w Azji. Wojna celna między USA i Chinami jeszcze przed wyjściem milionów obywateli na ulicę byłej brytyjskiej kolonii powodowała redukcję wymiany handlowej Hongkongu ze światem. Zarówno eksport, jak i import zaczęły się kurczyć już pod koniec 2018 r. Sierpień i wrzesień br. pokazują ogólny spadek wymiany handlowej już na poziomie ok. 8 proc. (rok do roku), co oznacza najgorszy wynik od kryzysu finansowego ponad dekadę temu.

Nie tylko handel, ale i inwestycje ostro w dół

Redukcja wymiany handlowej i niepewność związana z kondycją globalnej gospodarki przyczyniły się do zmniejszenia inwestycji. Według urzędu statystycznego dla SAR (CENSTATD) już w II kwartale br. skurczyły się one o ponad 10 proc. W kolejnym kwartale, według wstępnych danych opublikowanych w czwartek, komponent inwestycji w PKB spadł o 16,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. 

W ciągu ostatnich 45 lat tylko raz inwestycje uległy silniejszemu spadkowi. Były to kwartały szczytu kryzysu azjatyckiego pod koniec ubiegłego stulecia. Regionalny rząd starał się w ostatnich miesiącach ratować sytuację, zwiększając wydatki publiczne aż o 5,3 proc. (rok do roku) w III kwartale – najwięcej od 15 lat, ale i tak nie zapobiegło to dramatycznemu załamaniu się całego PKB.

Sprzedaż zanurkowała o jedną czwartą. Turystów mniej o połowę

Zamknięte ulice czy interwencje policji nie sprzyjają zakupom. Dotyczy to zwłaszcza towarów innych niż żywność i napoje. Ogólny poziom sprzedaży detalicznej obniżył się więc do 11,5 proc. w lipcu i 23 proc. w sierpniu (obie wartości w ujęciu rok do roku). Sprzedaż dóbr trwałego użytku (elektronika, pojazdy, meble) spadła o 14,3 proc r/r w sierpniu, a ubrań o 32,1 proc r/r w tym samym miesiącu. O prawie jedną trzecią obniżyła się wartość sprzedaży w galeriach handlowych, a popyt generowany przez konsumentów na biżuterię, zegarki czy inne luksusowe towary spadł o 47,4 proc. w sierpniu – według oficjalnych danych CENSTATD. 

Ta ostatnia kategoria jest także dobrym miernikiem wydatków turystów. Dane Rady Turystyki Hongkongu pokazują, że liczba odwiedzających SAR spadła we wrześniu o ponad 34 proc. do 3,1 miliona. To drugi z rzędu ponad 30-procentowy spadek w ujęciu rok do roku. Gros turystów odwiedzających Hongkong to obywatele Chin (70-80 proc.). Według Departamentu Handlu SAR turysta wizytujący region  wydaje średnio 6,6 tys. hongkońskich dolarów (ok. 3,3 tys. zł) na osobę podczas jednej wizyty (2018 r.), a w sumie ich roczne wydatki sięgnęły 328 mld $HK (ok.13 proc. całego PKB). 

Na razie nie ma żadnych sygnałów, by sytuacja w turystyce ulegała poprawie. Bloomberg w środę cytował wypowiedź szefowej administracji Hongkongu Carrie Lam, że w pierwszej połowie października liczba odwiedzających region zmniejszyła się o ok. połowę w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Uwzględniając tak olbrzymi udział turystyki w sprzedaży detalicznej, można oczekiwać, że tempo jej spadku utrzyma się na poziomie ok. 25 proc. w kolejnych miesiącach. Szacunki ekonomistów Bloomberga pokazują, że we wrześniu mogła ona zanurkować o 28,5 proc r/r. 

 

To może być najgorszy okres od japońskiej okupacji

Nałożenie się na siebie trzech negatywnych czynników – dramatu w handlu zagranicznym, załamania się inwestycji i spektakularnego spadku sprzedaży detalicznej – sprawia, że w ciągu III kw. br. PKB obniżyło się o 3,2 k/k (w drugim mieliśmy spadek o 0,4 proc. k/k) i 2,9 proc. r/r. W ciągu ostatnich 30 lat tylko raz Hongkong doświadczył minimalnie głębszego spowolnienia – o 3,4 proc. na początku 2009 r., ale kolejny kwartał to był już wzrost o 3,6 proc.

Biorąc jednak pod uwagę, że wstępne dane nie obejmują wrześniowej sprzedaży detalicznej (publikacja na początku listopada), można oczekiwać, że zostaną one zrewidowane jeszcze w dół. Nie ma też co liczyć na szybkie odbicie koniunktury w najbliższych tygodniach, jak to miało miejsce w 2009 r. Protesty trwają, inwestycję spadają, turyści wystrzegają się regionu. Obecna sytuacja może być zatem znacznie trudniejsza niż w szczycie kryzysu finansowego. Patrząc dodatkowo na dane Banku Światowego (1960-1990 r.), Hongkong ani razu nie był w recesji. Również w latach 50. ze względu na niezwykle szybki rozwój i napływ siły roboczej także był to prawdopodobnie okres bez kilkukwartalnego spadku PKB. W rezultacie jest bardzo prawdopodobne, że obecny spadek aktywności gospodarczej będzie najsilniejszy od momentu okupacji Hongkongu przez Japonię i dramatycznej migracji ponad połowy ludności z tego regionu w pierwszej połowie lat 40. ubiegłego stulecia. 

 

 

 

 

 

Po rekordowym roku sieci handlowe z niepokojem patrzą w przyszłość

 

Lider sprzedaży w Polsce, właściciel sieci Biedronka, zajmuje globalnie 55 pozycję

Warszawa, 19 marca 2019 r.

 

W ostatnim roku obrotowym przychody 250 największych detalistów na świecie wzrosły o blisko 6 proc. Niezagrożoną pozycję lidera zachował Walmart, a jego wzrost w przychodach ze sprzedaży detalicznej wyniósł 3 proc. W Polsce bezkonkurencyjny pozostaje Jeronimo Martins, który jednocześnie zajmuje 55 pozycję w globalnym rankingu. O sukcesie może mówić także Amazon, który osiągnął największy wśród czołowych graczy, ponad 25 proc. wzrost sprzedaży i Tesco, które po raz pierwszy dołączyło do dziesiątki najprężniej działających sprzedawców. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte sektor handlu detalicznego ma za sobą dobry rok. Autorzy 22 edycji raportu „Global Powers of Retailing 2019” prognozują jednak, że kończy się hossa, a zmiany w polityce monetarnej i fiskalnej wielu państw spowolnią wzrost gospodarczy.

W minionym roku obrotowym (kończącym się najpóźniej w czerwcu 2018 r.) stopa wzrostu przychodów największych detalistów wyniosła 5,7 proc., czyli znacznie więcej niż 4,1 proc. uzyskane rok wcześniej.  – W krótkim czasie zbiegło się parę pozytywnych trendów, które miały wpływ na taki wynik, tj. względnie silny, globalny wzrost gospodarczy, niska inflacja i koszty finansowania zewnętrznego, łagodna polityka pieniężna na głównych rynkach oraz rosnące ceny aktywów i ożywienie na raczej trudnych rynkach wschodzących – mówi Michał Pieprzny, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Partner w Deloitte.

Aby znaleźć się w rankingu Top 250, firma musiała osiągnąć przychód o wartości co najmniej 3,7 mld dolarów, nieznacznie więcej niż rok wcześniej (3,6 mld dolarów). Zmiana ta wynikała częściowo ze zwiększonej aktywności w zakresie fuzji i przejęć, otwarcia nowych sklepów (zarówno na rynkach lokalnych, jak globalnych) oraz wzrostu sprzedaży spowodowanego konkurencyjnością cen. Łącznie przychody ze sprzedaży detalicznej dla 250 największych firm wyniosły 4,53 biliona dolarów, co w przybliżeniu oznacza średnio 18,1 mld dolarów na firmę. Sieci z rankingu Deloitte zanotowały marżę zysku netto na poziomie 2,3 proc., zatem niższą niż przed rokiem (3,2 proc.). Zwrot z aktywów wyniósł 5 proc., tj. więcej niż 3,3 proc. odnotowane rok wcześniej.

Detaliści z listy Top 250 byli skupieni głównie na poprawie efektu skali, wydajności operacyjnej i generowaniu przychodów z kanałów e-commerce. Około dwóch trzecich firm z listy (164) działało poza krajem ojczystym – średnio w 10 krajach, w których wygenerowali 23,6 proc. swoich przychodów. Natomiast 10 największych detalistów na świecie prowadziło działalność średnio w 13 krajach.

Gospodarka wciska hamulec

Eksperci Deloitte zauważają w raporcie, że w 2018 roku nastąpił szereg zmian, które bezpośrednio uderzają w sektor handlu detalicznego. Wzrost gospodarczy spowolnił w Europie, Chinach i Japonii. Z kolei na głównych rynkach przyspieszyła za to inflacja i wzrosły koszty finansowania zewnętrznego, ponieważ rządy niektórych państw zmieniły swoją politykę monetarną i fiskalną. Spadły też globalne ceny akcji i towarów, a główne rynki wschodzące odnotowały znaczną deprecjację waluty. – Wpływ na globalne zmiany miały decyzje rządu Stanów Zjednoczonych, który w celu zmniejszenia deficytu handlowego wycofał się z partnerstwa transpacyficznego i narzucił cła na import stali i aluminium z Unii Europejskiej, Kanady czy Meksyku oraz nałożył cła na import z Chin. Ponadto Stany Zjednoczone zagroziły nałożeniem ceł na cały import samochodów. Do końca 2018 roku opłaty nie obowiązywały wystarczająco długo, aby wpłynąć na wydatki, konsumenci jednak odczują to w niedalekiej przyszłości – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w dziale konsultingu strategicznego Deloitte.

W Europie do spowolnienia przyczyniło się również połączenie wyższych cen energii, umocnienia euro i niepewności handlowej. Jest powszechna obawa, że globalny wzrost spowolni jeszcze bardziej w 2019 roku.

Na podium bez zmian

10 największych detalistów na świecie ma 31,6 proc. udziału w łącznych przychodach Top 250. To wzrost o 0,9 p.p. rok do roku. Trzej najlepsi sprzedawcy utrzymali swoje pozycje. Liderem, jak w poprzednich latach, jest Walmart. Jego przychody w minionym roku obrotowym wzrosły o 3 proc., to głównie za sprawą akwizycji w segmencie e-commerce. Pozycja lidera wydaje się być niezagrożona, bo największy konkurent Walmartu – Costco – choć poprawił wynik o 8,7 proc. w porównaniu z 2,2 proc. rok wcześniej, wciąż generuje czterokrotnie niższe przychody. Po połączeniu z Modern HC Holdings o 3,2 proc. wzrosły też przychody trzeciego na liście największych detalistów – Krogera.

Dwie pozycje wyżej, na czwarte miejsce, wysunął się Amazon. – Ikona e-handlu i największy dziś sprzedawca detaliczny online osiągnął najwyższy wzrost sprzedaży z pierwszej dziesiątki rankingu – 25,3 proc. Duży wpływ na taki wynik miał dynamiczny wzrost sprzedaży w Ameryce Północnej, dzięki wysiłkom Amazona w obniżaniu cen dla klientów oraz zwiększonej dostępności produktów – mówi.

Miejsca ustąpił Amazonowi właściciel sieci dyskontów Lidl i supermarketów Kaufland – Grupa Schwarz, która spadła na piątą pozycję, pomimo wzrostu sprzedaży detalicznej o 7,4 proc. The Home Depot uplasował się na szóstym miejscu. Gigant z siedzibą w Atlancie, dołączył do detalistów, których sprzedaż przekracza 100 mld dolarów (100,9 mld w minionym roku obrotowym). Rok do roku sprzedaż The Home Depot wzrosła 6,8 proc.

O dwa miejsca spadła sieć drogerii i aptek Walgreens Boots i jest siódmym pod względem wielkości detalistą na świecie. W pierwszej dziesiątce znaleźli się także Aldi, CVS Health Corporation i – po raz pierwszy w czołówce – Tesco. Brytyjski gigant handlowy odnotował wzrost przychodów o 2,8 proc. rok do roku. Powoli do góry pnie się także Jeronimo Martins. W tym roku właściciel sieci sklepów Biedronka znalazł się na 55. miejscu (rok wcześniej było to 56. miejsce).

Zaobserwowaliśmy, że pierwsza dziesiątka rosła szybciej niż wszystkie 250 firm. To odpowiednio 6,1 i 5,7 proc. Wpływ na to miał głównie duży wzrost przychodów Costco czy Amazona. Jednak marża zysku netto dla pierwszej dziesiątki była niższa niż dla Top 250. Gorzej też wypadła rok do roku. Jest to w dużej mierze spowodowane tym, że ośmiu z dziesięciu największych sprzedawców detalicznych działa w sektorze towarów konsumpcyjnych o niskich marżach – mówi Anita Bielańska.

Dziesięciu największych globalnych detalistów:

Miejsce
w rankingu

Nazwa spółki 

Kraj
pochodzenia

Przychody ze sprzedaży
detalicznej w poprzednim roku
obrotowym (mld USD)

1

Wal-Mart Stores, Inc.

USA

500,343

2

Costco Wholesale Corporation

USA

118,573

3

The Kroger Co.

USA

118,982

4

Amazon.com, Inc.

USA

118,573

5

Schwarz Group

Niemcy

111,766

6

The Home Depot, Inc.

USA

100,904

7

Walgreens Boots Alliance, Inc.

USA

99,115

8

Aldi Einkauf GmbH & Co. oHG

Niemcy

98,287

9

CVS Health Corporation

USA

79,398

10

Tesco PLC

Wlk. Brytania

73,961

 

Najwięcej z 250 najlepszych sprzedawców ma swoją główną siedzibę w Europie – 87. Ich udział w przychodach Top 250 wyniósł 33,8 proc.

Sektor turystyczny i rekreacyjny wyprzedził inne sektory produktowe, osiągając 10,1 proc. wzrost sprzedaży detalicznej oraz wzrost przychodów o 6,8 proc. Sektor odzieży i dodatków odnotował drugi największy wzrost sprzedaży detalicznej o 7,1 proc. To znacznie więcej niż rok wcześniej – 4,4 proc. Kluczowy w rankingu jest natomiast sektor dóbr konsumpcyjnych (FMCG), do którego należy ponad połowa firm na liście Deloitte. Razem wygenerowały 66,2 proc. przychodów Top 250.

Polski rynek się konsoliduje

Zakaz handlu w niedzielę wpłynął na zmiany na polskim rynku handlowym, poprzez wzrost znaczenia e-commerce oraz sprzedaży na stacjach paliw. Lider na polskim rynku Jeronimo Martins, który regularnie zwiększa w nim udział i którego przychody w minionym roku obrotowym wyniosły 50 mld zł, dostosował się do zakazu, otwierając sklepy w okolicach dworców. Na drugim miejscu znajduje się Grupa Schwarz, w skład której wchodzące Lidl i Kaufland mają bardzo mocną pozycję na polskim rynku. W pierwszej piątce znajduje się także największa polska platforma transakcyjna online Allegro.pl.

– 30 proc. towarów spożywczych Polacy kupują w dyskontach, najczęściej w Biedronce i Lidlu, ale popularność zyskują też sklepy typu convenience, które sprzedają aż 22 proc. towarów spożywczych. Mamy coraz mniej czasu dlatego także na zakupach chcemy go zaoszczędzić. Polacy wolą zakupy szybkie i w sklepach, które mają po sąsiedzku. Dlatego też w ciągu ostatnich pięciu lat aż o 3,3 punkty procentowe spadł udział rynkowy hipermarketów – mówi Michał Pieprzny.
Eksperci Deloitte zauważają, że w Polsce maleje udział handlu tradycyjnego. W minionym roku jedynie 18 proc. artykułów spożywczych zostało kupionych w tradycyjnych sklepach.

Ostatnie lata to również bankructwa sieci Bomi, Marcpol i Alma oraz konsolidacja rynku przez największych graczy, takich jak przejęcie Piotra i Pawła przez Jeronimo Martins czy sieci mniejszych sklepów takich jak Lewiatan oraz Mila przez Eurocash.

– Fuzje i przejęcia to dla wielu firm atrakcyjna strategia wzrostu i budowy skali, które pomagają w negocjacjach z dostawcami. W przyszłości polski rynek może czekać dalsza konsolidacja. Udział w sprzedaży 7 największych sieci wynosił w minionym roku 63 proc. Dla porównania w Niemczech udziały te wynoszą 76 proc. – mówi Anita Bielańska.

Raport: Global Powers of Retailing

 

Kursy walut

Reklamy

miejsce na reklame

 

mebelplyt3eksportsekautotrans

 

Reklama

miejscenareklamex

Offers / Oferty

Check the most recent offers from various countries:

  • Poland
  • Germany
  • United Kingdom
  • And many more

Under construction

Kontakt

Kontakt z redakcją:
press.inter.redakcja@wp.pl

Nasze strony:
VITA 50 PLUS - www.Vita50plus.pl
Twój urlop, Twój Weekend - www.twojurloptwojweekend.pl